|
“Są na świecie rzeczy , mój przyjacielu, o których największym mędrcom się nie śniło” - Hamlet o zapalnikach
Po długich poszukiwaniach, zmęczeni dźwiękiem wszędzie rozsypanego żelaza wreszcie budzimy się do życia. Detektor informuje nas radośnie - jest cel dodatni. W dołku połyskuje w słońcu biały (srebrny!) lub żółty (złoty!) dziwny przedmiot. Jest nasz i tylko nasz. Zniecierpliwieni pasmem wcześniejszych niepowodzeń z radością chwytamy go w ręce, ale radość właśnie w tym momencie może się szybko skończyć.
Wydawać by się mogło, że pozostałości z wojen dawno “zgniły” w ziemi, że rozłożyły się i dziś nie ma po nich już śladu. Niestety tak nie jest, “śmiercionośne żelastwo” jeszcze przez wiele dziesiątków lat biedzie stanowiło poważne zagrożenie. Nawet początkujący poszukiwacze skarbów wiedzą, że od zardzewiałego żelaza w postaci min, pocisków czy granatów należy trzymać się z daleka. Jednak nie tylko one mogą wyrządzić nam krzywdę. W przyrodzie występują dziwne, małe i bardzo “złośliwe” przedmioty. Do czego one służyły dziś mało kto wie, a kto się dowiedział może nam już nie powiedzieć. Te dziwne przedmioty to detonatory - wciąż bardzo niebezpieczne ponieważ wykonane były z nierdzewiejącej stali, brązu, mosiądzu, aluminium i plastiku. Wkręcone w skorodowane korpusy lub rozrzucone wszędzie czekają na najmniejszy dotyk lub wstrząs. SĄ NADAL W 100% SPRAWNE. Katalog detonatorów jest bardzo obszerny i niestety jest to spis ciągle niezamknięty.
Ilustracje powyżej przedstawiają jakiś dziwny przedmiot. Bakelitowa raczka i sterczący aluminiowy bolec. Wydaje się, że jest to część jakiegoś mechanizmu, może to styk baterii? Na końcu aluminiowego pręta widać jakąś literkę. Tak naprawdę aluminiowa część tego “cacuszka” jest w środku pusta. Ścianki są bardzo cienkie, można je odkształcić palcami. Wewnątrz znajduje się materiał wybuchowy. Przedmiot eksploduje przy najmniejszej deformacji aluminiowej rurki. Od strony bakelitu znajduje się otwór przystosowany do włożenia lontu. Jest to niemiecki detonator stosowany powszechnie w czasie II WS. Literka oznacza jego rodzaj, moc i przeznaczenie. Próba wyjęcia aluminiowej rurki z plastikowego uchwytu może wyłączyć nas z poszukiwań innych “rarytasów” na bardzo długo.
Dwa zdjęcia powyżej przedstawiają bardziej tradycyjny detonator. Jest on wykonany z mosiądzu i może być nierozpoznany przez początkujących miłośników numizmatyki. Nie jest to rarytas pochodzący z okresu “brązu” i nie należy go czyścić, nie należy także nim potrząsać, nie mówiąc o deformacji i podgrzewaniu. Wybucha nawet przy pojawieniu się ładunku elektrostatycznego. Wypełniano go materiałami należącymi do grupy materiałów inicjujących główny ładunek wybuchowy. Stąd jego “siła” jest niewspółmiernie duża w stosunku do wielkości.
Ten mały przedmiot o dziwnych kształtach jest także detonatorem (MD-5). Stosowany był w pociskach przeciwpancernych armii radzieckiej (kaliber 45, 57, 76 - mm). Wygląda tak jak detonator czołowy, jednak nim nie jest. Był on wkręcany w dolną część pocisku. Na skutek zmian zachodzących w wypełniającym go materiale wybuchowym jest bardzo czuły. Nie posiada żadnego mechanizmu zabezpieczającego. W ziemi może leżeć sam jak i w towarzystwie niezdetonowanego pocisku. W późniejszym okresie II WS detonator ten był wycofany z produkcji, lecz niewycofany z uzbrojenia. Na froncie wykorzystywany był do wyczerpania zapasów. Został zamieniony detonatorem MD-7 wyposażonym już w odpowiednie zabezpieczenia. Wyglądem te dwa typy detonatorów nie różnią się niczym, oprócz oznaczenia umieszczonego na części stalowej detonatora. Część ta jest zwykle bardzo skorodowana stąd nie wiadomo, z czym mamy do czynienia. Ten typ detonatora nawet bez pocisku, pomimo swoich małych rozmiarów (5cm) może, jeśli nie zabić to poważnie poranić nieostrożnego poszukiwacza skarbów.
Wydawać by się mogło, że taka niewystrzelona mała 4-cm “kulka” nie może wyrządzić żadnej krzywdy. Otóż może, jeśli jest to amunicja lotnicza i jeśli jest ona zakończona 1-cm wkręcanym detonatorem. Pociski małego kalibru (12,7 i 20 mm) wypełniano bardzo silnym materiałem wybuchowym przewyższającym “mocą” trotyl. Przy wystrzale uzbrajał się detonator i jeśli pocisk nie trafił w cel to spadając w błoto mógł nie eksplodować. Próba podniesienia znalezionej kuli ręką może skończyć się bardzo tragicznie.
A tu bardziej solidne pociski, też lotnicze. Jeśli zakończone są wkręcanym detonatorem (zdajecie środkowe) to nie czas i miejsce na żarty. Po wystrzeleniu pocisk się uzbrajał, jeśli nie trafił w cel to spadał na ziemię, jeśli ziemia była miękka to mógł nie eksplodować. Próba wydobycia i obejrzenia “cennego obiektu” może skończyć się bardzo źle. Na poranieniu na pewno się nie skończy.
Niemiecki pocisk do rakietnicy. Wyposażono go w bardzo silny ładunek wybuchowy. Należy uważać i na pewno nie wkładać do ogniska. Im jest bardziej skorodowany, tym więcej odłamków.
Dwa zdjęcia z lewej strony przedstawiają detonatory “naciskowe”. Na trzecim zdjęciu pokazano zapalnik lontu. Następne zdjęcie przedstawia detonator wykonany z łuski - “samoróbka”. Na ostatnim zdjęciu pokazane zostały detonatory z rodzaju “pociągnij za sznureczek, a drzwi się same otworzą”. Ostatni detonator przedstawiony na zdjęciu z prawej strony to detonator typu “naciskowego”. Zwykle takie detonatory wyposażone były w trzy “wąsy”. Niektóre z nich tak skorodowały, że odpadły. Ten, przedstawiony na zdjęciu posiada już tylko dwa. Wystarczy “wąs” poruszyć i detonator zadziała. A poruszyć można cewką detektora. Bardzo wiele typów przeciw piechotnych min (w tym “skaczących”) wyposażano właśnie w takie detonatory.
Większość typów detonatorów była wykonana z materiałów niekorodujących, są więc sprawne do dziś. Detektor reaguje właśnie na nie. Sterczące z ziemi “wąsy”, rozciągnięte na powierzchni ziemi skorodowane druty nie są widoczne w wysokiej trawie. Tak więc, w czasie poszukiwań należy postępować bardzo ostrożnie. Podczas próby wydobycia takich znalezisk możemy nie zdążyć ich zobaczyć.
na podstawie materiałów Mole Man mailto: mole_man@mail.ru
tłumaczenie, zmiany i uzupełnienia Volkmark mailto: volkmark@gmail.com
|